Jubileusz Krystyny Miłobędzkiej

8 czerwca urodziny obchodzi Krystyna Miłobędzka. Poetka wielka, Poetka skromna, Poetka niezwykła.

Pani Krystyna nie lubi banalnego wielosłowia. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy ją czytać:

 

** *

jestem że widzę że widzę że mijam

późno mi, jeszcze musi nas wystarczyć razem

głos ruch widzę prześwituję, patrzysz przeze mnie i poprzez, tam też nie tak gęsto a gęsto od ludzi

coraz mniej ja

tyle schowana przed tobą między zwierzęta, co drugie co trzecie przybiega do mnie, wtedy jestem żywa

nie mam innego sposobu prócz zabrać by oddać

 

 

 

 

* * *

coraz dłuższe patrzę, coraz krótsze widzę
jestem że jestem

dróżka biegnąca przez las, zbiegająca z górki
las w las, sam jest się, swoje otwiera

szklistość (zaszybie) tego co widzę
tego co tu mówię

 

* * *

obieram kartofle, głaszczę cię po głowie,
podnoszę listek z
ziemi, zapalam światło, zapalam papierosa,
chwytam klamkę,
wyjmuję bilet tramwajowy
nie spiesz się tak, za prędko siwiejesz
biegnij biegnij, tyle twojego co zakłuje w
piersiach

 

* * *

…nieba od ziemi
ziarna od plew
bólu od bólu
ciebie ode mnie
ciała od kości

wżarty we mnie znak dzielenia

 

* * *

zaciśnięte usta
zza których nie wyjdę

 

* * *

jestem do znikania

chcę niczym świadczyć
niczego wziąć niczego mieć
nikogo zatrzymać

i te żal się Boże podróże
żeby mnie było więcej
żeby mi się dużo widziało

jestem wszystkim czego nie mam
furtką bez ogrodu

* * *

największym odkryciem wydaje mi się szare, brudne światło
o którym mówimy jasno
i mała przestrzeń, którą potrafimy naraz zobaczyć

wszystko dokoła jest zadziwiająco na swoim miejscu
tak łatwe, że chciałoby się zaraz wyjść znowu po sprawunki

ale nie umiem tego wytłumaczyć

 

[Otwarcie]

Otwarcie:
zamknąć uszy, oczy, usta ciała.

Oczekiwanie:
być żywą czernią, światoczułą rzeczą,
przetrwać szczelnie ten dzień.
Obraz:

ach, to ty, po niebie płyną białe chmury!

 

 (Lśniło mi się niebo)

lśniło mi się niebo
(niebiesko?)

linijka chodnika przysypywana liśćmi
tu wchodzi kreska chodnika
w szurające złote

tu samo szeleszczące
tu samo złote
linijka po linijce
liście

i tak trzymać kochanie
linijka przy linijce
linijka do linijki
linijka w linijkę
i tak trzymaj to niebo
nad sobą

 

Należy do rodziny tych poetów, którzy wierzyli, wierzą i będą wierzyć, że bez odnowy języka nie da się odnowić wyobraźni poetyckiej. Przodków ma wśród tych, którzy torturowali język, by zmusić go do wypowiedzenia pierwszego słowa świata lub ‚mówiącego bezsłowia’.

(Tymoteusz Karpowicz: „Metafora otwarta. O poezji Krystyny Miłobędzkiej”)

Po pierwsze, a może i po dziesiąte, stary człowiek w jakimś momencie przestaje chcieć mówić i gadać. Po drugie, dwukrotne użycie tego samego słowa to dla mnie poważne zmartwienie.

(K. Miłobędzka, „Po drugiej stronie słów”, Tygodnik Powszechny 32/2004)