Nowa książka Grzegorza Jankowicza

Text_2

Prezentujemy fragment, opublikowanego właśnie przez wydawnictwo EMG zbioru esejów o literaturze  Uchodźcy z ziemi Ulro, Grzegorza Jankowicza – filozofa literatury, krytyka, jurora Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”.

Grzegorz Jankowicz „jak Giorgio Agamben szuka recept na życie w czasie marnym i znajduje je na nieoczywistym styku egzystencji, estetyki i polityki, gdzie nic nie jest dane i znane zawczasu. Jak Harold Bloom buduje swój nowoczesny kanon (od Roussela do Franzena przez Kafkę i Pereca) i narzuca go nam z nieodpartą elegancją. Jak nikt w najnowszej polskiej eseistyce potrafi w efektownej narracji zderzyć fascynujące fabuły z kluczowymi konceptami” – pisze o książce Michał Paweł Markowski.

 

GRZEGORZ JANKOWICZ

Literatura jest dla mnie formą życia. Najlepszym z dostępnych języków, za pomocą których możemy myśleć o świecie, działać w nim i zamieszkiwać go obok innych istnień (nie tylko ludzi). Od pisarek i pisarzy uczę się, jak zawiązywać relacje z rzeczywistością, jak czujnie i krytycznie odnosić się do tego, co mnie otacza, jak przeobrażać siebie, by nie zakrzepnąć w jednym kształcie. Czytam i piszę,by tę formę życia nieustannie rozwijać .

****

W 1949 roku Borges opublikował opowiadanie Nieśmiertelny, które później przedrukował w swym słynnym zbiorze pt. Alef. Oto fabuła. Pod koniec lat trzydziestych XX wieku księżna de Lucinge kupuje od pewnego antykwariusza sześć tomów pierwszego wydania Iliady Pope’a. Do tomu dołączony jest manuskrypt w języku angielskim opowiadający historię rzymskiego trybuna, Marcusa Flaminiusa Rufusa, który stacjonuje w Tebach.

Pewnej nocy do miasta przybywa tajemniczy jeździec – jest wyczerpany, bliski omdlenia, ostatkiem sił pyta o nazwę rzeki opływającej mury. Usłyszawszy jej nazwę (a brzmi ona Egipt – tak w Odysei Homer nazywa Nil), nie potrafi ukryć rozczarowania. Szukał innej rzeki – tajemnej rzeki, której wody dają ludziom życie wieczne. Jeździec umiera, ale jego opowieść rozbudza ciekawość trybuna, który postanawia odnaleźć nieśmiertelną krynicę i miasto znajdujące się ponoć nieopodal niej. Na czele dwustu ludzi przemierza dzikie krainy. Wycieńczeni żołnierze podnoszą bunt, zraniony w walce z nimi trybun ucieka, traci przytomność gdzieś na bezdrożach. Budzi się związany, w nieznanym miejscu, wśród nagich ludzi o szarej skórze. Niedaleko płynie mulisty potok, za nim wznosi się miasto, które – Rufus nie ma co do tego żadnych wątpliwości – jest Miastem Nieśmiertelnych. Trybunowi udaje się wyplątać z więzów. Natychmiast rusza w stronę wysokich murów, a za nim podąża jeden z „dzikich” – niemowa, którego Rzymianin (z właściwym sobie poczuciem wyższości) nazywa Argos (tak u Homera wabi się pies Odysa). Nie będę opowiadał wszystkich perypetii trybuna, pominę jego fascynację (podszytą przerażeniem) niezwykłymi, strzelistymi budynkami znajdującymi się w Mieście Nieśmiertelnych, nie wspomnę o jego przemianie, która dokonała się za sprawą magicznej wody… Kluczowa scena opowiadani to ta, w której Argos – jednak potrafiący mówić! – wyznaje Rzymianinowi, że mniej więcej tysiąc lat wcześniej wymyślił Iliadę i Odyseję.

Interesuje mnie w tym tekście jeden – ściśle związany z czytaniem i pisaniem – trop. Pamięć tekstu, pamięć opowieści, a nawet pamięć języka bardzo łatwo ulegają zatarciu. Homer – który u Borgesa zawdzięcza swą nieśmiertelność wodzie z mulistego potoku, a nie czytelnikom powracającym do jego dzieł – zapomina wymyślone przez siebie historie. Z jego punktu widzenia, który jest przecież perspektywą boską, opowieści nie odgrywają już żadnej roli. Potrzebne są bowiem śmiertelnym, czyli tym, którzy mają poczucie nietrwałości swego istnienia, którzy wciąż jeszcze odmierzają czas. Alberto Manguel [w komentarzu do tekstu Borgesa] sugeruje, że zbyt często wydaje nam się, że czas się zatrzymał, że historia powściągnęła swój bieg, ustępując przed bezczasem nieśmiertelnych. Ktoś lub raczej coś pamięta za nas wszystkie opowieści, więc możemy się zająć czymś innym, podjąć inne działania. Ale to jedno z największych naszych złudzeń – swobodny dostęp do historii, które ludzkość gromadzi od tysięcy lat, to nie to samo, co żywa pamięć o nich. Tak mogłaby brzmieć jedna z wielu definicji lektury: ćwiczenie pamięci za pomocą opowieści.  (…)

Być może jesteśmy zwierzętami czytającymi tylko dlatego, że wciąż mierzymy się z przypadkowością własnej egzystencji i kruchością świata (albo na odwrót: z kruchością egzystencji i przypadkowością świata). Tak długo, jak długo nietrwałość, przypadkowość i kruchość określać będą naszą kondycję, naszą relację z rzeczywistością i innymi, czytanie (oraz pisanie) pozostaną dla nas nieodzowne.

GRZEGORZ JANKOWICZ,TYGODNIK POWSZECHNY 2014

Fot. Grażyna Makara/Tygodnik Powszechny

Grzegorz Jankowicz (ur. 1978) – filozof literatury, krytyk i tłumacz. Pracownik Centre for Advanced Studies in the Humanities Uniwersytetu Jagiellońskiego. Redaktor działu kultura „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów literackich Fundacji Tygodnika Powszechnego. Juror Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Opublikował m.in.: Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami (Kraków 2013), Cmono. Rozmowy z pisarzami (Kraków 2013), Gombrowicz – Loading. Esej o formie życia (Wrocław 2014).

Komentarze

komentarzy

Powiązane wpisy

Tagi

Udostępnij